Mój lot został odwołany, linia odmówiła wypłaty – co zrobiłem dalej
Mój lot z Warszawy do Rzymu miał wystartować w piątek wieczorem. Kilka godzin przed wylotem dostałem SMS: lot odwołany. Bez większego wyjaśnienia, bez informacji o jakiejkolwiek rekompensacie.
Na lotnisku okazało się, że nie jestem jedyny. Kilkadziesiąt osób w podobnej sytuacji. Część dostała zmianę rezerwacji, część hotel. O pieniądzach nikt nie mówił ani słowa.
Kilka dni później postanowiłem złożyć reklamację.
„Nie przysługuje panu odszkodowanie"
Po dwóch tygodniach dostałem odpowiedź od linii lotniczej:
„Pański lot został odwołany z powodów operacyjnych. Odszkodowanie nie przysługuje."
Brzmiało to bardzo oficjalnie i bardzo ostatecznie. Problem w tym, że po krótkich poszukiwaniach okazało się, że „powody operacyjne" wcale nie zwalniają przewoźnika z odpowiedzialności.
Tylko jak to udowodnić zwykłemu pasażerowi?
Szukanie pomocy
Nie jestem prawnikiem. Nie mam czasu na pisanie pism i analizowanie przepisów UE. Zacząłem więc szukać firm, które zajmują się odzyskiwaniem takich odszkodowań w imieniu pasażerów.
W ten sposób trafiłem na ClaimWinger – platformę, która zajmuje się dochodzeniem rekompensat za odwołane i opóźnione loty.
Wypełnienie formularza zajęło mi kilka minut. Resztą zajęli się oni.
Efekt po kilku tygodniach
Po niecałych dwóch miesiącach dostałem wiadomość, że linia lotnicza zgodziła się wypłacić należną rekompensatę. Pieniądze trafiły na moje konto kilka dni później.
- ✓Nie pisałem żadnych pism.
- ✓Nie kontaktowałem się z przewoźnikiem.
- ✓Nie ryzykowałem własnych pieniędzy.
Dlaczego o tym piszę
Bo wcześniej byłem przekonany, że takie historie kończą się zawsze tak samo: linia lotnicza wygrywa, pasażer przegrywa.
Dziś wiem, że to nie musi tak wyglądać – o ile ktoś bierze na siebie ciężar walki z przewoźnikiem.